Na naszym serwisie wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia usług wysokiej klasy, które są dostosowane do potrzeb użytownika. Korzystanie z serwisu łączy się z zapisywaniem na Państwa urządzeniu plików cookies, chyba, że dokonają Państwo zmiany w ustawieniach dotyczących cookies.
Zrozumiałem, nie pokazuj mi tego więcej.
logo
Chcesz mieć stałą nazwę na Shoutboxie. Kliknij "Sign in" i ustaw dla niej hasło.
Wybitny Twórca edycja pierwsza
Miłosne

Obserwuj publikację

Patriota (Wspólne opowiadanie)

prawym policzku, widocznie zaciął się przy goleniu, jeśli o goleniu mogła być tutaj mowa... wyglądał tak jakby jedynie przejechał pośpiesznie maszynką z jednej strony. Zawsze był zadbany, świeży i pachnący. Dziś przypominał raczej niechlujnego chłystka. Koszula wychodząca ze spodni, źle zapięte guziki, zmierzwione włosy... To wszystko było bardzo niepokojące. Zupełnie jakby przeszedł magiczną przemianę.
- Jak po ukąszeniu wampira. - pomyślałam ze zgrozą odwracając twarz w jego stronę. Omiotłam wzrokiem szyję chłopaka. Nic, ani śladu ugryzienia.
Roześmiałam się pod nosem, jak mogłam być taka głupia? Popatrzył na mnie rozeźlony. Jego przeszywający wzrok zdekoncentrował mnie. Opuszczając głowę utkwiłam wzrok we własnych paznokciach pomalowanych kolorem intensywnej zieleni, jakby to była najciekawsza rzecz pod słońcem.

Spojrzałam przez szybę. Jechaliśmy już dobre dwadzieścia minut, od dawna powinniśmy być w obrębie miasta. Dopiero teraz zauważyłam, że wyjeżdżając z mojego ukochanego rodzinnego miasteczka, Adam nie skręcił w prawo na drogę prowadzącą do Krakowa, lecz w przeciwną stronę. Mijaliśmy laski i zagajniki, jechaliśmy widocznie bez żadnego celu, po prostu prosto przed siebie. Spojrzałam na zegarek. O siedemnastej byliśmy przecież umówieni z naszą paczką. Mieliśmy wyjść na miasto, zabawić się, korzystając z piątkowego, wolnego wieczoru. W końcu przyszedł weekend - czas relaksu. Wreszcie mogłam złapać oddech i nieco zwolnić. Przede mną trudna sesja. Pierwsze końcowe egzaminy, pierwszego roku na Wydziale Kulturoznawstwa.

Adam codziennie rano przyjeżdżał po mnie w drodze na własne zajęcia. Był na ostatnim roku... No właśnie, czego? Wiecznie zapominam jak nazywa się ten kierunek. Wśród studentów nosi miano Katedry Gryzipiórków. Adam po prostu kształcił swoją technikę, chodź według mnie jest znakomitym pisarzem.

Zaczęłam się niepokoić. Co jest grane? Niebo przybrało różowy odcień. Tarcza słoneczna zaczęła schodzić niżej ku linii horyzontu, a my nadal jechaliśmy przed siebie w milczeniu. Nagle ciszę przerwał donośny dźwięk telefonu. Adam popatrzył na mnie z wyrzutem jakby mając mi za złe zakłócenie jego idylli. Wzruszyłam ramionami marszcząc przy tym czoło w geście przeprosin. Popatrzyłam na wyświetlacz i odebrałam.
- Agata, gdzie Ty się podziewasz?! - Usłyszałam krzyki rodzicielki. Pomyślałby kto, że dwudziestoletnia pannica nie powinna już pozostawać pod kontrolą rodzicielską. Niestety, to rodzice opłacali mi studia pozostawałam, więc pod ich ścisłą kontrolą.
- Cześć mamo. – odpowiedziałam - Nie martw się, po prostu zostałam porwana. - zażartowałam spoglądając przy tym na mego towarzysza. Uśmiechnął się delikatnie. Była to jedyna oznaka życia, poza prowadzeniem samochodu, jaką wykazał do tej pory. Słysząc histeryczne wrzaski w słuchawce powiedziałam:

- Spokojnie, mamo. Jestem z Adamem. Zabrał mnie na małą przejażdżkę.
- Daj mi go, proszę. - powiedziała, już uspokojona. Wbrew utartym stereotypach o podziałach klasowych, mama uwielbiała mojego przyjaciela. Zawsze czysty i zadbany, może nie elegancki, ale noszący się ze smakiem i klasą, zabawny i inteligentny. Był zapewne kimś kogo chętnie widziała by u mego boku.

Pełna obaw podałam telefon "bratu". Zjechał na pobocze. Odebrał aparat z mojej dłoni. Dotyk jego palców był tak delikatny jak muśnięcie skrzydeł motyla, mimo to wywołał u mnie dreszcz.
- Halo? - Powiedział cicho przybierając swój naturalny, wesoły ton.

 

 

*****

 

- Dzień dobry panie Adamie. - usłyszał w słuchawce znajomy głos. Kobieta mówiła szybko z słyszalnym w głosie poirytowaniem.
- Dzień dobry! Witam serdecznie, pani Magdo! - powiedział najbardziej naturalnie, jak mógł, by uspokoić zdenerwowaną kobietę.
- Jak dobrze, że moja córka jest z panem. Kamień spadł mi z serca...
- Ooo... Miło mi to słyszeć. - wpadł jej w zdanie - Cieszy mnie, że darzy mnie pani wielkim zaufaniem. To naprawdę miłe...
- Tak! Jest pan jedynym człowiekiem, któremu mogę zaufać. Córka jest jeszcze młoda. Nie wiem co może jej strzelić do głowy... A i

Reklama:

Szybka rejestracja

(Bez spacji i polskich znaków)

Dane te można później ukryć w Panelu:


Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych dla potrzeb niezbędnych do realizacji procesu rejestracji w celach marketingowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn.: Dz. U. z 2002 r. Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

*pola wymagane

Szukaj publikacji lub użytkowników:

Zaawansowana wyszukiwarka

Shoutbox

Zobacz więcej

Losowa statystyka

Publikacje: 2221
Zobacz wszystkie

Chmura tagów

Nowi użytkownicy